olbrzym

SZACUN, DZIECKO I OLBRZYMY, CZYLI PSEUDOINSTRUKCJA

Zacznijmy od tego, że dziecko naprawdę można zepsuć (sic!). Nie jest to trudne. Oto kilka przetestowanych na dzieciach sposobów (oczywiście nie na swoich i nie przeze mnie, bo nie trzeba się polewać wrzątkiem z czajnika, żeby wiedzieć jak parzy):

  1. BRAK BLISKOŚCI FIZYCZNEJ – przytulania, głaskania, całowania, wspólnego wygłupiania się, turlania i rzucania w siebie poduszkami…
  2. BRAK POSZANOWANIA POTRZEB – wychodzenie z błędnego założenia, że zawsze, ale to zawsze wie się lepiej od dziecka, czego potrzebuje, czego chce, na co ma ochotę i że choć nie ma dziś smaka na rybę, to przecież zjeść ją musi, bo ryba jest zdrowa na mózg…
  3. WYDAWANIE ROZKAZÓW I BEZWZGLĘDNE PRZESTRZEGANIE, BY POLECENIA ZOSTAŁY WYKONANE – zdarza się mylić rodzicielstwo z wojskiem, tymczasem dyscyplina nie jest podstawą wychowania, choć taką wersję znamy z Akademii Pana Kleksa, gdzie ma być: „Sztywno, równie i posłusznie”. Dyscyplina sama w sobie nie ma wartości. Co zamiast rozkazów? Motywowanie. Co zamiast pilnowania do skutku? Pozostawienie z wyborem i pozwolenie na poniesienie konsekwencji. Wartość stanowi dopiero wypracowana samodyscyplina, ale tej nie uczy się poprzez nieustanny przymus.
  4. „NIE TERAZ, NIE MAM CZASU” i inne plecione androny…
  5. WYRĘCZANIE  – dziecko niejeden raz nas zaskoczy, ile potrafi albo jak szybko się uczy, jeśli mu zwyczajnie pozwolimy próbować, testować, sprawdzać, aż w końcu osiągnie swój cel.
  6. „PUCIU, PACIU, CICIU, ciaciu, siaciu, skarpetunia, oczeczko, manio, minio, maziu, faziu, sraziu ” i inne infantylne zwroty, które czynią z nas mało atrakcyjne obiekty do naśladowania…
  7. BAJKI, tzn. dużo bajek, za dużo bajek, w ogóle nie takie bajki jak trzeba! (Po nich warto dać dzieciom dużo ryb na mózg)!
  8. BEZREFLEKSYJNE RODZICIELSTWO, połączone ze ślepotą na potrzeby dziecka
  9. ZNIECZULICA na małe-WIELKIE dziecięce problemy
  10. OBECNOŚĆ W SŁOWNIKU CODZIENNEGO UŻYTKU ZDANIA: „Nic się nie stało, nie płacz”.
  11. TRESURA, czyli wychowanie w systemie kar i nagród.

O ile nie wierzę w złote recepty na każdą ludzką przypadłość, o tyle wierzę w moc szacunku, będącego postawą zawierającą wszystkie potrzebne substancje „miłościodajne”. I naprawdę SZACUN dla tych rodziców, którzy potrafią z dziećmi relację budować, a nie burzyć. Bo łatwo wykorzystać swoją przewagę i wykreować się na Rodzica – Olbrzyma. Rodzic – Olbrzym ma to do siebie, że największym jego osiągnięciem jest wypracowanie u dziecka poczucia lęku, braku zaufania, niedostępności.  Drugim skrajnym przypadkiem jest Rodzic – Liliput, pozwalający wejść sobie na głowę… Ten pełni często rolę dziecięcego służącego, spełniającego wszelkie zachcianki, ustępującego przy każdym kaprysie i wyprzedzającego reakcję dziecka, coby przypadkiem nie zdążyło się na nic skrzywić.

Oby się nam udało… Być wielkimi rodzicami, którzy nie boją się kucnąć…

Agata Babicz

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *