IMG_20181024_201530

NO BEZ PRZESADY, CZYLI JAK EDUKACJA WESZŁA NAM NA GŁOWĘ

Nie lubię Przesady, ale tym razem to właśnie ona będzie główną bohaterką artykułu, bo to co dzieje się wokół, to co dociera do mnie jako obserwatorki i uczestniczki życia, mówiąc delikatnie, nieco mnie niepokoi! Przed Wami wpis o dużej ilości Przesady na linii rozwój dziecka – ambicje rodzica – edukacja, bo świat coraz bardziej przesadza, a my to bezkrytycznie kupujemy i dajemy się wpędzić w przedszkolne uniwersytety, piłkę nożną w wieku niemowlęcym i rozszerzony angielski z elementami chińskiego od 3 roku życia.

Widzę jedno… Dzieci są przeładowane. Są zaspamowane ilością bodźców, zabawek i dodatkowych zajęć. Niepokoi ilość oglądanych bajek, które często nawet nie są dostosowane do możliwości emocjonalnych dziecka, a co gorsza, wpisują się już nawet do stałego harmonogramu placówek, które powinny przecież stanowić wzorzec w zakresie psychopedagogiki. Przedszkola, szkoły… W kwestii bajek tu istotnych jest kilka elementów:

  • co puszczamy dzieciom
  • ile czasu oglądają
  • w jakich okolicznościach
  • o której godzinie
  • na jakim medium (smatrfon, tablet, duży ekran).

Ale bajki to jedno.

Kolejna córka Przesady to dodatkowe zajęcia wszelkiej maści i rodzaju, byle nazwa zawierała kluczowe słowa jak: „kreatywność”, „inteligencja”, „bystrość”. Przy całej mojej fascynacji rozwojem dziecka, jego potencjałem twórczo – intelektualnym, którego marnować nie można i należy go mądrze wspierać, z pełnym przekonaniem chcę zaapelować do nas, rodziców, żebyśmy się nie zapędzili, bo możliwości na zapełnienie dziecku wolnego czasu jest nieskończona ilość, tymczasem dziecko nie potrzebuje ciągle nowych zajęć, jeżdżenia od „Uniwersytetu” do „Akademii”, zaliczając po drodze sale rozwoju sensorycznego, grupowe zajęcia ze sztuk walki i indywidualnych spotkań z native speakerem. To czego potrzebuje dziecko, to przede wszystkim  zbudowania bezpiecznej relacji w swoim najbliższym otoczeniu, aby móc budować pozytywny obraz samego siebie i kształtować własną tożsamość. To relacja rodzice – dziecko, dziecko – rodzeństwo, dziecko – dziadkowie, dziecko – rówieśnicy. Jak znaleźć tę granicę między odpowiednią ilością zajęć, aby rzeczywiście stworzyć dziecku warunki do jak najlepszego rozwoju, przy jednoczesnym pielęgnowaniu więzi i niekiedy zgody na nudę, która paradoksalnie w ostatecznym rozrachunku wyzwala największe twórcze działania pod okiem najlepszego trenera – dziecięcej wyobraźni? To jest proste… Zajęcia dodatkowe, jak sama nazwa wskazuje, mają być dodatkiem. Jeśli dodatek staje się daniem głównym, wówczas w świetnie przyrządzonej włoskiej pizzy czujemy sam ketchup…

I jeszcze jedna córka Przesady, na którą my rodzice możemy mieć wpływ i realnie przyczynić się do jej transformacji, jeśli zaczniemy głośno o niej mówić i uświadamiać o koniecznych zmianach rządzącym. Edukacja. Obecnie mamy szkolnictwo, w którym ważniejsze jest odpytanie i sprawdzenie wiedzy niż prowokowanie do zadawania pytań przez uczniów i inspirowanie do samodzielnych poszukiwań. Nie chcę szkoły, w której istotą edukacji jest ocena. Nie chcę szkoły, gdzie po całym dniu spędzonym na twardych krzesłach, dziecko przesiada się na krzesło obrotowe we własnym pokoju i spędza tam całe popołudnie do późnych godzin wieczornych. Nie godzę się na szkołę, która tłumi wszelkie przejawy indywidualizmu, by uśrednić poziom. Nie chcę szkoły, w której dzieci ze stresu popadają w różne fobie i natręctwa. Nie chcę szkoły, gdzie uczniowie z przemęczenia skarżą się na ból głowy i pleców, jakby codzienne taszczenie podręczników wte i wewte miało przełożyć się na ilość przyswojonej wiedzy. (Można i ciągnąć za sobą „mądre” księgi, ale i mobilne plecaki mają swoją wytrzymałość. Cyrk na kółkach…) Nie chcę szkoły, której dziecko się boi, w której nie znajduje zrozumienia, bo najważniejszym celem edukacji nie jest rozwój dziecka, ale odhaczenie punktów z podstawy programowej. Chcę dla swoich dzieci takiej szkoły, w której będą mogły doświadczać świata, a nie być częścią eksperymentu o nazwie: „Polska edukacja”.

Agata Babicz

 

One thought on “NO BEZ PRZESADY, CZYLI JAK EDUKACJA WESZŁA NAM NA GŁOWĘ

  1. Zgadzam się z Tobą. Bardzo trafne spostrzeżenia. Muszę jednak przyznać, że po ostatnich konsultacjach z nauczycielami mojego starszego syna, jestem mocno zbudowana. Tabelki tabelkami, ale myślę, że w każdej sytuacji liczy się podejście do nich. Można patrzeć w tabelki, a zamiast średniej ocen dostrzec chłopca, który bardzo powoli pisze, często nieczytelnie, ale jest bardzo bystry i ciekawy świata. Można zobaczyć, że ten chłopiec myśli, bo zadaje pytania, bo wyciąga wnioski. Można.
    Czasem przychodzi refleksja, że marnuję czas nie posyłając dzieci na dodatkowe zajęcia, przecież znalazłabym czas i fundusze. Ale oni nie chcą. Po szkole chcą się bawić. Zwyczajnie bawić klockami LEGO, to jest im potrzebne. Więc daję im czas. Kiedyś odkryją swoją wielką pasję, może wtedy sami wybiorą dodatkowe zajęcia i będą chodzić z prawdziwą radością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *